3/10/2017

Aleksandra Ruda - "Sztylet Rodowy"

Znalezione obrazy dla zapytania sztylet rodowy

Przyznam się, ta książka długo za mną chodziła, a to za sprawą pochlebnych recenzji o innej serii tej samej autorki. W dodatku chciałam w końcu przeczytać jakąś powieść polskiego autora, lecz jak się później okazało autorka Polką niestety nie jest. Gdyby wszyscy nasi rodacy pisali TAKIE książki z pewnością chętniej sięgałabym po ich twórczość. Przejdźmy już do opisu fabuły.


Mila Kotowienko wyrusza w podróż wraz z przedstawicielami poszczególnych ras - elfem, krasnoludem trollem i dwojgiem ludzi. Tak, wiem brzmi to koszmarnie znajomo. Rasy ściągnięte od Tolkiena, tak samo jak motyw podróży - wtórne, oklepane i przerobione już przez tylu twórców, że naprawdę nie da się już wymyślić nic oryginalnego? Otóż dla chcącego nic trudnego i powieść A. Rudej jest tego doskonałym przykładem. Bowiem schematy są tu dosłownie wywracane do góry nogami, a żadna rasa nie jest stereotypowa. Elf Daezael (bez wątpienia moja ulubiona postać) ma długie czarne włosy, nosi naszyjnik zrobiony z kości zmarłego kota jego siostry i cierpi na ciężką depresję. Widzi życie tylko w czarnych barwach, przez co niektóre jego kwestie są po prostu genialne: 

- A co, coś go boli? - odrzekł elf nieuprzejmie, nie ruszając się ze swojego posłania.- Dusza go boli.- Dobrze, w takim razie amputujemy.

Jeśli chcesz, by nic ci się nigdy nie przytrafiło, zamknij się w czterech ścianach i nie wysuwaj nosa na zewnątrz. A wtedy na głowę spadnie ci dach.
~Uzdrowiciel Daezael Tachlaelbar miłosiernie pocieszający pacjenta, który podczas gołoledzi złamał obie nogi.

Uzdrowiciel siadł koło krasnoluda.- Nie płacz, Percival. Życie jest ciężkie, ale na szczęście krótkie. Niebawem umrzesz i wszystkie twoje cierpienia zostawisz za sobą. Tak więc zaciśnij zęby i wytrzymaj jeszcze troszeczkę.Od takiego pocieszania Percivalovi nie zrobiło się lepiej, a wręcz przeciwnie, zawył ze zdwojonym entuzjazmem.- Zrobiłem co mogłem. - Daezael rozłożył ręce. - Mnie by to pocieszyło. 
Kto najczęściej staje się ofiarą sarkastycznych uwag Daezaela? Jest to krasnolud Percival, którego szczerze mówiąc wyobrażałam sobie bardziej jako skrzata mieszkającego pod muchomorem, niż tolkienowskiego krasnoluda. Większość czasu spędza on bowiem na płakaniu z tęsknoty za domowymi obiadkami swojej mamusi, według której kobieta, która nie prasuje swojemu synowi sznurowadeł nie jest godna nazywać się matką.

Kolejnymi bohaterami są: surowy i tajemniczy kapitan Jaromir Wilk oraz bezczelna wojowniczka Tisa, która bez whania ruszy do walki z wilkołakiem, lecz na widok kapitana na jej policzkach pojawiają się rumieńce.

Jednym z moich ulubieńców jest troll - arystokrata Dranisz, który przy pierwszym spotkaniu upatrzył sobie Milę i teraz głośno wysnuwa plany, co do ich wspólnego małżeństwa.

No właśnie - Mila Kotowienko. Przy tak barwnej gromadzie główna bohaterka nie wyróżnia się właściwie niczym specjalnym. Co więcej, żeby wzbudzić naszą sympatię do niej autorka dała jej mnóstwo pozytywnych cech, które sprawiły, że Mila jest stuprocentową Mary Sue.

Wiem, że rozpisałam się o bohaterach, ale to oni są tym, za co pokochałam "Sztylet". Są oni jej najmocniejszym punktem, dialogami i humorem popychają akcję do przodu, sprawiając, że powieść czyta się niesamowicie szybko i lekko. Ani się obejrzycie, a już będziecie na ostatniej stronie z poczuciem mile spędzonego czasu.

Akcja nie jest może bardzo wartka, dopiero pod koniec zaczyna się więcej dziać, ale wbrew pozorom jest to atutem - daje więcej czasu na zagłębienie się w osobowość bohaterów. W dodatku zakończenie dało tak świetne podwaliny pod kolejny tom, że możemy się spodziewać, że w "Sztylecie Zaręczynowym" akcja ruszy z kopyta.

Rzeczą, która mnie zaciekawiła jest fakt, że tę książkę reklamowano, jako "fantasy romantyczne" i faktycznie miłości jest tutaj sporo. Tylko nie takiej, jak w zachodnich książkach z tymi wszystkimi trudnymi wyborami, trójkątami miłosnymi i rozstaniami. W "Sztylecie Rodowym" osoby zakochane w ogóle nie kryją się ze swoimi uczuciami, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Zwykle nie mają też wątpliwości, co do faktu, że kochają swego wybranka bezgranicznie. Cały wątek miłosny jest przedstawiony z tak dużym humorem i dystansem, że nawet osoby nielubiące romansów mogą się skusić, a i osoby przepadające za tego typu literaturą z pewnością znajdą coś dla siebie. 

Podsumowując - polecam każdemu, chyba,że ktoś nie lubi się śmiać czytając, ale nie znam takiej osoby. (EDIT: Jednak znam to elf Deazeal, chociaż może i on by się zaśmiał, gdyby dużo pozytywnych postaci umarło😀). Jest to książka inna niż wszystkie z cudownymi, pełnokrwistymi bohaterami, niesztampowym humorem, ciekawie poprowadzonym wątkiem miłosnym i zakończeniem, które każe tylko z niecierpliwością czekać na tom drugi. 

Ocena: 9/10

Pozdrawiam ciepło,
 Klara 😀









3 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tę książkę na półce! Ba! Nawet zaczęłam ją czytać, ale jakoś przerwałam, nie dlatego, że mi się nie podobała, ale zwyczajnie zabrałam się za inną powieść :D Muszę do niej wrócić, bo zapowiadała się naprawdę wesoło. Mam nadzieję, że wątek romansowy nie będzie jednak mnie drażnił, bo jam spora antyfanka :D

      LeonZabookowiec.blogpsot.com

      Usuń