9/15/2017

Cynthia Hand, Brodi Ashton, Jodi Meadows "Moja lady Jane"



Podobny obraz

Powieść historyczna. Dotąd te słowa kojarzyły mi się wyłącznie z długaśnymi opisami Henryka Sienkiewicza. Czy jednak historia może być podana w ciekawy sposób? A co jeśli do znanych nam faktów dodamy szczyptę magii? I przede wszystkim, jak wygląda powieść napisana przez aż trzy autorki? Tego wszystkiego byłam ciekawa, gdy sięgałam po "Moją lady Jane".

Szesnastoletni król Anglii - Edward Tudor jest umierający. W kraju panuje konflikt między Eðianami (ludźmi potrafiącymi zmieniać się w zwierzęta), a zwykłymi śmiertelnikami - Nieskalanymi. Szesnastoletnia Jane Grey zostaje zmuszona przez swojego przyjaciela Edwarda do małżeństwa,z Gillfordem, mężczyzną którego nie chce. Jednak, gdy okazuje się, że jej mąż w ciągu dnia zmienia się w konia wszystko się komplikuje. Choroba młodziutkiego króla postępuje, napięta sytuacja w kraju rośnie, a czasu jest coraz mniej... 

Najpierw słówko wyjaśnienia dla tych, którzy już przestraszyli się czytając słowo "historia". Autorki bowiem puszczają w tej książce wodze fantazji, w taki sposób, że, gdybym nie wiedziała, to w życiu bym się nie domyśliła, że ta powieść jest oparta na faktach. (Choć dla zainteresowanych kilka historycznych ciekawostek na pewno się znajdzie). Jednak przede wszystkim jest to powieść dla młodzieży, dlatego żadnych długich opisów, czy nużących wątków miłosnych znanych nam np. z "Potopu" nie należy się obawiać. Mam nadzieję, że trochę Was uspokoiłam, a teraz przejdziemy do tego, co w tej książce najlepsze.

(...) Dlaczego spędziłam swoją noc poślubną, pielęgnując cuchnącego pijaka, a następnego ranka dzieliłam łoże z koniem?-No , kiedy tak to ujmujesz...-Wybacz, ale jak ty byś to ujął?-Ująłbym to tak:spędziłaś noc poślubną z uroczo podchmielonym dżentelmenem.

Humor jest dosłownie genialny, czytając "Moją lady Jane" po prostu płakałam ze śmiechu. Żarty są lekkie, niewymuszone i niekiedy bardzo sarkastyczne. Stwierdzenia Edwarda na temat choroby, a także "końskie żarty" rozbawiły mnie do łez. Kolejną ultra zabawną rzeczą są dopiski w nawiasach od autorek. Wyobraźcie sobie, że czytacie o długo wyczekiwanym pocałunku bohaterów, a w nawiasie znajdujecie słowa - (nasze narratorki odwracają głowy). Takie ujawnienie się pisarek było istnie genialnym posunięciem i nie spotkałam się chyba z takowym w żadnej innej książce.

Ta powieść porywa od pierwszych stron, powiedzieć, że wciąga to za mało. Uwielbiam obecne w "Mojej lady Jane" barwne dialogi i cudownie lekkie pióro autorek. Kiedy na moment przerwałam lekturę cały czas wracałam myślami do historii Jane, nie mogłam przestać zastanawiać się co będzie dalej. Nuda? W tej książce takowej nie uświadczycie. 

-W takim razie- wzruszył ramionami- podziękujemy im za nadzwyczaj hojną ofertę władania całym krajem i pójdziemy do domu. Gwiżdżę na królewski dekret. Nie ma czasu na pierdoły, książki czekają.

Kolejną zaletą są bohaterowie, których nie da się nie pokochać. Moim sercem zawładnęły przede wszystkim postacie kobiece, które "nie dają sobie w kaszę dmuchać". Silne, dzielne, niezależne, ewenement w tamtych czasach - udowadniały, że są równe mężczyznom, a niekiedy nawet od nich lepsze. Bohaterowie od początku wzbudzają naszą sympatię i zawzięcie im kibicujemy. W tle rozgrywają się doniosłe historyczne wydarzenia, jednak nadal jest to przede wszystkim powieść o nastolatkach. Ich marzeniach, ambicjach, czy pierwszych pocałunkach... 

Kolejnym ciekawym zabiegiem jest przedstawienie powieści z trzech różnych perspektyw, co moim zdaniem jest znakomitym pomysłem. Jeszcze bardziej możemy zżyć się z bohaterami i poznać różne punkty widzenia na tę samą sytuację.

Każdemu głupcowi wydaje się, że jest mędrcem, tymczasem tylko mędrzec wie, ze jest głupcem.

Zawiodłam się jednak na jednym - zakończeniu. "Moja lady Jane" to jednotomówka i niby wszystkie wątki zostały domknięte, ale jednak brakowało mi petardy, tego efektu wow! Koniec był poprawny, ale prosty i przewidywalny, a po tak dobrej powieści spodziewałam się czegoś więcej. Oczekiwałam również lepszego rozwinięcia wątku Watahy i Archera. Ten temat został ledwie liźnięty, a szkoda, bo zapowiadał się znakomicie.

Podsumowując, genialny humor, fantastyka, bohaterowie, których nie da się nie kochać, a to wszystko poprzeplatane prawdziwymi faktami historycznymi. Wspaniała powieść. Skończyłam ją wczoraj, a moje myśli cały czas krążą wokół Jane, G. i Edwarda. Polecam z całego serca, Klara.
  

9/01/2017

Ransom Riggs "Osobliwy dom pani Peregrine"


"Osobliwy dom pani Peregrine" to książka, o której usłyszałam za sprawą premiery jej adaptacji i od tamtego czasu na nią polowałam. Dopiero rok później powieść ta miała szansę wpaść w moje lepkie, czytelnicze łapki. Czy było warto? Zapraszam do recenzji

Początek był naprawdę intrygujący i zbudował niemałe napięcie. Historia zapowiadała się znakomicie, a niewyjaśnione tajemnice wywoływały dreszcz grozy. Do tego cudowne, klimatyczne zdjęcia, które są bez wątpienia jednym z najmocniejszych punktów tej powieści. Byłam pewna, że się w tej książce zakocham... Lecz w momencie, w którym powinna zacząć się prawdziwa akcja czar, który powoli rzucał na mnie Ransom Riggs prysł. Z każdą kolejną stroną powieść staje się bardziej schematyczna i przewidywalna, a zakończenie, krótko mówiąc, nie porywa, choć jeden wątek mnie w nim zaskoczył.
Podsumowując, poziom towarzyszącemu czytelnikowi strachu w drugiej połowie książki spada właściwie do zera.

Nie twierdzę jednak, że druga część powieści jest zła, wręcz przeciwnie, jednak zaskakujące jest, że początkowy thriller zmienia się tu w typową przygodówkę dla młodzieży. Podkreśla to jeszcze nietypowy, wątek miłosny (bez trójkąta - wielki plus). Dodam jeszcze, że choć rzadko bardzo kibicuję kanonicznej książkowej parze, to w "Osobliwym domu pani Peregrine" wprost ściskałam kciuki za Jacoba i jego wybrankę. Oni koniecznie muszą być razem!

Zaskoczyły mnie drobiazgowe, pobudzające wyobraźnię w opisy, jakimi autor stara się wprowadzić nas w świat tej powieści. Nieraz są trochę poetyckie, z dużą ilością szczegółów i porównań. Zdziwiło mnie to, ponieważ narracja jest pierwszoosobowa, a z własnego doświadczenia wiem, że nastolatek raczej nie posługuje się takim językiem.

Sam pomysł na tą książkę nie jest nowy i muszę to dobrze podkreślić. Manipulacja czasem, ludzie z niezwykłymi mocami, walka z potworami? To już w literaturze było, w dodatku przerobione na tysiące różnych sposobów. Mam wrażenie, że autor już nawet nie silił się na oryginalność, chciał przekonać do siebie czytelnika czymś innym - lekkim piórem i dobrze wykreowanymi postaciami. Ale co najważniejsze umiejętnie połączył problemy zwykłego nastolatka z niesamowitymi przygodami, jakie przeżywa chłopak.


Podsumowując, wybaczcie mi tak krótką opinię, ale po prostu nie do końca mogę tę powieść sprawiedliwie ocenić. Spodziewałam się thrillera, wyszła przygodówka. Początek zapowiadał coś innego, niż reszta książki. Było schematycznie, ale jednak połknęłam całość jednym tchem. I jeszcze te niesamowite, budzące grozę zdjęcia... Powiem więc krótko "Osobliwy dom pani Peregrine" to książka osobliwa. W każdym tego słowa znaczeniu.

Pozdrawiam Was serdecznie z radością, że wakacje są jednak wydłużone o te trzy dni,
Klara


8/25/2017

John Flanagan "Zwiadowcy. Wczesne lata. Tom 2. Bitwa na wrzosowiskach"


Jeśli nadal chcesz zostać zwiadowcą, zgłoś się do nas za klika lat.(...)- Tak zrobię, Halcie - odpowiedział (Gilan).(...)- Wstawię się z tobą - obiecał. - Mam pewne wpływy u dowócy korpusu.Crowley z zaskoczeniem uniósł brwi.- Naprawdę? Pierwsze słyszę.Halt klepnął go w plecy.- Zawsze o wszystkim dowiadujesz się ostatni - odparł.
[Dla niewiedzących: dowódcą korpusu jest Crowley]

Zaledwie wczoraj przeczytałam "Turniej w Gorlanie", a dziś jestem już po lekturze "Bitwy na wrzosowiskach". Czy drugi tom dorównał pierwszemu? A może powtórzył beznadziejny poziom "Królewskiego zwiadowcy"? Zapraszam do recenzji!

Okrutny baron Morgarath znalazł schronienie w Górach Deszczu i Nocy. Krążą słuchy, że szkoli tam brutalną, niepokonaną armię, stworzoną z potworów, które będą walczyć do końca i bez względu na straty. Halt podejmuje się niezwykle niebezpiecznej misji - będzie śledzić zbuntowanego barona, nawet jeśli miałby to przepłacić życiem. 

Młodziutki i niedoświadczony król Duncan ma, oprócz wojny, jeszcze jeden poważny problem - jego ciężarna żona jest ciężko chora. Crowley podejmuje się przeprowadzenia królowej do uzdrowiska w Woldon. Każdy błędny krok może zadecydować o życiu przyszłego następcy tronu.

Nieubłaganie zbliża się bitwa, której wynik zaważy na losach całego Araluenu!

Pamiętacie jeszcze, jak w poprzedniej recenzji tak bardzo zachwycałam się Haltem i Crowleyem? Teraz zostali rozdzieleni! Przez znaczną część książki musiałam wytrzymać bez ich sarkastycznych słownych potyczek, ale (co zadziwiające) nie przejęłam się tym zbytnio, ponieważ w zamian dostałam coś dużo lepszego. W "Bitwie na wrzosowiskach" pojawiła się bowiem postać, o której występie nawet nie śmiałam marzyć. Poznajemy bowiem....(trąby i fanfary)....12 letniego Gilana. Tak, tego właśnie, uwielbianego przeze mnie Gilana. Nie chcę zbytnio spoilerować, ale jego rola w tej powieści nie jest wcale taka mała...

Flanaganie, błagam Cię, daruj sobie opisy 'pseudozwiadowczyni' Madelyn i opisz wreszcie szkolenie Gilana na zwiadowcę!

Prócz Gilana w "Bitwie na wrzosowiskach" znajdzie się też kilka słów o dwóch, dotąd bardzo tajemniczych postaciach, czyli o żonie Duncana i jego matce - Deborah. Babcia Cassandry po prostu wymiata! Widać po kim Evanlyn odziedziczyła swą buntowniczą naturę. Szkoda tylko, że w powieści nie było jej choć trochę więcej. Z kolei królowa Rosalind trochę mnie zawiodła. Była niby piękna, mądra itd., ale autor nie dał jej żadnego indywidualnego i oryginalnego charakteru. Szkoda, bo byłam tej bohaterki bardzo ciekawa.

Od "Bitwy na wrzosowiskach" ciężko się oderwać, przeczytałam ją dosłownie jednym tchem. Akcja trzyma w napięciu do samego końca. Tej powieści nie można odłożyć, bo po prostu musisz wiedzieć co będzie dalej. Humoru jest trochę mniej niż w poprzedniej części, ale to zrozumiałe, w końcu zbliża się wojna. Za to opis ostatecznej bitwy jest po prostu mistrzowski, bez nudnych i dłużących się opisów machin wojennych, za to z dużą ilością zwrotów akcji. Flanagan po raz kolejny pokazał klasę.

I jeszcze epilog - mrugnięcie okiem do czytelnika znającego oryginalną serię. Bardzo fajny dodatek do powieści.

Nie możemy oczekiwać zwycięstwa w każdej bitwie [...]Wystarczy, że zwyciężymy w ostatniej.

Może "Bitwa na wrzosowiskach" nie wnosi za wiele do fabuły oryginalnej serii, ale nadal jest przyjemną, lekką książką  na ponury dzień. Poprzednia część nieco bardziej mi się spodobała, ale po tą też warto sięgnąć, choćby dla wspaniałego Gilana. To jak, skusicie się?

Klara 💖

8/24/2017

Victoria Aveyard "Czerwona królowa"



Dawno nie czytałam książki, która wśród blogerów wzbudziła aż tyle emocji. "Czerwona królowa" - jedni ją kochają, inni nienawidzą, a jaki ja mam do niej stosunek?


"Od setek lat Srebrni stąpali po ziemi niczym żywi bogowie, a Czerwoni uwijali się u ich stóp jak insekty. Dopóki nie zjawiłaś się ty. Jeżeli tego nie można nazwać zmianą, to sam już nie wiem, co można nią nazwać"

8/23/2017

15 książkowych faktów o mnie

















Hej, trochę mnie tu nie było, ale na wakacjach wiecznie nie mogłam złapać wifi. Teraz, przed kolejnym wyjazdem planuję publikować jeden post dziennie. Postanowiłam też w miarę możliwości sama robić zdjęcia książkom. Nie wiem jak mi to wyjdzie, ale spróbuję. Dzisiaj zapraszam Was na luźniejszy post - czyli 15 książkowych faktów o mnie.

8/22/2017

John Flanagan "Zwiadowcy. Wczesne lata. Turniej w Gorlanie"

Będę starała się robić sama zdjęcia książek, ale nie wiem jak mi to wyjdzie. 

- Uwierz mi - dodał Crowley, który w całym swoim dotychczasowym życiu pocałował dwie kobiety, z których jedna była jego matką - że znam się na kobietach.

Czy jest ktoś, kto  jeszcze nie słyszał o serii "Zwiadowcy"? Ja pierwszy tom przeczytałam kilka lat temu i absolutnie przepadłam, zakochana w świecie wykreowanym przez Johna Flanagana. Autorowi temu kreatywności z pewnością nie brakuje, jednak czy 18 książka osadzona w tym samym świecie wciąż może być dobra? Zapraszam do recenzji prequela - "Zwiadowcy. Wczesne lata. Turniej w Gorlanie".

7/28/2017

"Harry Potter" - najlepsze memy



Witajcie - 31 lipca to dzień urodzin Harry'ego Pottera, dzisiaj kończy on już 27 lat. Z tej okazji trochę się pośmiejemy zapraszam Was do obejrzenia najlepszych memów o Chłopcu, Który Przeżył.