2/08/2017

Agata Adamska - "Łowca czterech żywiołów"

Zapewniam, że podczas robienia tego
zdjęcia nie ucierpiała żadna książka
Ostatnio miałam przyjemność wygrać książkę z przepiękną okładką, intrygującym tytułem i do tego z dedykacją od samej autorki. Nie muszę więc mówić, że od razu po wizycie listonosza rozdarłam papier, rzuciłam okiem na krótki i według mnie niezachęcający do przeczytania opis z tyłu okładki, rozsiadłam się w fotelu i zaczęłam czytać. Książka pochłonęła mnie na dobre i jeszcze tego samego dnia (około północy, ale przemilczmy ten drobny szczegół) odłożyłam powieść z poczuciem jakże mile spędzonego czasu.


Fabuła "Łowcy Czterech Żywiołów jest dość przewidywalna. Dziewczyna idzie na test zdolności magicznych, oczywiście przekonana, że nie ma żadnych predyspozycji. Nie trzeba być Einsteinem, by po przeczytaniu dwóch zdań domyślić się, że nasza bohaterka ową moc będzie posiadała. Aeryla Valnes (czy ktoś może mi powiedzieć jak wymówić to imię) trafia więc do specjalnej szkoły, gdzie ma nauczyć się władania wszystkimi żywiołami. Cóż, po takim wstępie Wasze myśli z pewnością powędrowały w stronę Hogwartu, ale wbrew pozorom nawiązań do serii o Harrym Potterze jest tu naprawdę niewiele. Wręcz przeciwnie, miałam wrażenie, że autorka usilnie stara się odejść od schematów i napisać coś innego, oryginalniejszego.

Wróćmy jednak do szkoły magii. Ten wątek został moim zdaniem potraktowany po macoszemu i fragmenty o lekcjach Aeryli czytałam ze znudzeniem i zniecierpliwieniem (za wyjątkiem prywatnych zajęć z Drehsenem, ale o nim za chwilę). Jeśli chodzi o samą główną bohaterkę to była ona dość neutralna, czasami irytowała, lecz potrafiła odkupić swoje "grzechy" jedną celną ripostą. Jednak uważam, że od Aeryli dużo ciekawsze są postacie drugoplanowe.
      
Moją ulubienicą jest Annija - najlepsza przyjaciółka panny Valnes. Z jednej strony uwielbia ona modne ciuchy i nigdy nie wyjdzie na zewnątrz bez tapety na twarzy, a z drugiej nie grzeszy szczupłą sylwetką, a za dobre ciastko mogłaby zabić. Wolny czas spędza na podrywaniu, a raczej próbach podrywania i flirtowania z chłopakami. 
     
Najlepszym kolegą Aeryli i Ann jest Merry (dla Anniji Wypinzdrzony), który nigdy nie zdejmuje garnituru, jego loki są idealnie ułożone i żywi się wyłącznie dietetycznymi ciasteczkami. Choć kocham jego przekomarzanki z Ann, to gdy występuje solo jest papierowy i bez charakteru. Bo czy 17-letni chłopak mówi: "Nie nazywaj mnie Wypinzdrzony, bo ja się wcale tak nie nazywam", to tekst godny przedszkolaka.
     
Jednak postacią, która pozostawiła inne głęboko w tyle jest bez wątpienia Drehsen - indywidualny nauczyciel Aeryli. Jest to tajemnicza postać, która nie odkrywa przed nami wszystkich swoich kart, więc nie będę zbytnio spojlerować. Dodam tylko, że z charakteru jest kimś pomiędzy Snape'em z "Harry'ego Pottera" i Akkarinem z "Trylogii Czarnego Maga" i coś mi podpowiada, że jego wątek skończy się tak jak w ostatnim przykładzie :).
     
W "Łowcy Czterech Żywiołów znajdziemy również wątek miłosny, który jest naprawdę ciekawie poprowadzony i popycha całą akcję do przodu. Nie będą też zawiedzeni miłośnicy humoru; w pewnym momencie lektury zaczęłam śmiać się przez dobre dziesięć minut, dlatego jeśli dbacie o swój wizerunek nie polecam czytania tej książki w miejscach publicznych.
     
Jeśli chodzi o akcję na razie jej tempo nie było powalające, ale widać, że to pierwsza część z serii, a zakończeniem autorka zostawiła sobie spore pole do popisu w następnych tomach.

Podsumowując w "Łowcy Czterech Żywiołów" znajdziemy wszystko co powinno znaleźć się w dobrej książce młodzieżowej, czyli humor, wątek miłosny i szczyptę magii. Polecam młodszym książkoholikom oraz wielbicielom "Trylogii Czarnego Maga", a sama czekam z zaciekawieniem na tom drugi.

Ocena: 7/10

Pozdrawiam ciepło
Klara  :)

18 komentarzy:

  1. Fajna, szczera recenzja. Tak trzymajcie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie zaczynam czytać, jestem na dwudziestej stronie i kojarzy mi się to z jakimś ff... No cóż mam nadzieję, że później będzie lepiej. Jedno pytanie czemu macie tak mało obserwatorów? :D
    https://maasonpl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa i zapewniam, że z każdą stroną książka staje się lepsza. A co do małej ilości obserwatorów, to blog działa od niecałego tygodnia i nawet ta trójka jesdt dla mnie ogromnym zaskoczeniem.

      Usuń
  3. Cześć, fajny blog i całkiem ciekawa książka. Mam pytanie: macie jakieś ulubione gatunki literackie, które będą się tu pojawiać najczęściej? Czy raczej tak wszystkiego po trochu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głównie fantastyka i młodzieżówki, ale czasem zrecenzujemy coś innego.

      Usuń
  4. Jakoś nie jestem przekonana do tej ksiązki, póki co mam co czytać :D
    Zostaję na dłużej :)
    Pozdrawiam!
    Kasia z Kasi recenzje książek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że będziesz z nami :)

      Usuń
  5. Skoro jest wątek miłosny oraz humor, to ja chyba skuszę się na tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Już wcześniej myślałam o tej książce, ale ciągle mi jakoś nie po drodze ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam w planach tą książkę, więc pewnie wcześniej czy później ją przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka czeka na mnie na półce na pewno niedługo ją przeczytam pozdrawiem

    OdpowiedzUsuń
  9. Pomysłowy sposób z okładką. Czy ja widzę prawdziwą wodę, ziemię i zapałki? Ciekawa recenzja, czyta się z przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo dobrze przemyślana, z bogatym słownictwem recenzja. Chyba rzeczywiście przeczytanie twojego postu dało mi duży uszczerbek na zdrowiu ;) bo śmiałam się przy tym w autobusie (i ludzie się na mnie dziwnie patrzyli). Napewno przeczytam tą książkę (chociażby żeby dowiedzieć się trochę więcej o wątku miłosnym. Interesujący post który uchyla nam rąbek tajemnicy tej lektury. Ciekawie zachęciłaś do przeczytania, a zarazem nie zespojlerowalś za dużo :) POLECAM CIEPLUTKO TEN BLOG <3 <3 <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo dobrze przemyślana, z bogatym słownictwem recenzja. Chyba rzeczywiście przeczytanie twojego postu dało mi duży uszczerbek na zdrowiu ;) bo śmiałam się przy tym w autobusie (i ludzie się na mnie dziwnie patrzyli). Napewno przeczytam tą książkę (chociażby żeby dowiedzieć się trochę więcej o wątku miłosnym. Interesujący post który uchyla nam rąbek tajemnicy tej lektury. Ciekawie zachęciłaś do przeczytania, a zarazem nie zespojlerowalś za dużo :) POLECAM CIEPLUTKO TEN BLOG <3 <3 <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń